Jump to content

offline

 V.I.P
  • Content Count

    1137
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    9
  • Time Online

    11d 12g 49m 21s

offline last won the day on June 9

offline had the most liked content!

Community Reputation

573 Pomysłowy

About offline

  • Rank
    Valar Morghulis
  • Birthday 14.02.1994
  • Wiek 25

Informacje

  • Płeć:
    Mężczyzna
  • Miejscowość:
    Chorzów
  • Zainteresowania:
    Spotify, Netflix, HBOGo <3
  • Platforma:
    Steam
  • Wiek 25

Recent Profile Visitors

7889 profile views
  1. Hej... Tak na wstępie chciałbym przeprosić redakcję za wcinanie się w dział. Zwyczajnie się tym nie zajmuję, ale poczułem potrzebę wyrażenie siebie, stworzenia czegoś, przelania myśli w tekst. Nawet nie wiem o czym to będzie, bo nie mam najmniejszego konspektu tego tematu. Zatytułowałem to "bezsenność w wielkim mieście", bo jest 5:00 w środku tygodnia a ja nie potrafię zasnąć, ale ten tytuł może się jeszcze zmienić niejednokrotnie. Kiedyś wszystko wydawało mi się łatwiejsze. Zanim wyprowadziłem się z miasta, życie było takie... lżejsze, o spory bagaż doświadczeń i wiedzy na pewne tematy. Zrobienie tego, osiągnięcie tamtego, wszystko samo przychodziło. Nie musiałem myśleć i zastanawiać się nad wyższymi sprawami. Czułem swobodę we wszystkim, nie było tej spiny typu "muszę to i tamto". Kiedy czegoś chciałem, po prostu miałem to na wyciągnięcie ręki, kiedy coś chciałem zrobić, po prostu to robiłem i było mi z tym dobrze, ba, nawet rzekłbym wspaniale. Wszystko układało się w całość. Nie przejmowałem się też jutrem, przyszłością. Oczywiście przynosiło to także negatywne skutki. W szkole nie miałem za dobrych wyników. Przebywałem też w pewnym stopniu w nieodpowiednim towarzystwie, lecz to właśnie to towarzystwo uważałem za najważniejsze. Mimo to, uważam tamte czasy za lepsze, przynajmniej dla mnie. Może... na pewno spowodowane było to moim wiekiem i brakiem dojrzałości, ale też z innych powodów, ale o tym nieco dalej. Po zmianie miejsca zamieszkania z wielkiego miasta do niewielkiej miejscowości na przedmieściach zaszło parę zmian. Jedną z nich, ale też niewielką było nabranie pokory. Nowe miejsce, nowa szkoła, nowi ludzie, to wszystko samo z siebie narzucało pewnego rodzaju pokorę. Tak jak w amerykańskich filmach o tym jak główny bohater z różnych powodów przeprowadza się i albo zostaje "gwiazdeczką", albo też outsiderem. Ja, stety lub niestety zostałem tym drugim. Po przeprowadzce czułem, hm, żal i rozgoryczenie. W końcu musiałem zostawić dawne życie, przyjaciół, znajomych, pasje. Czułem, że nie jest to moje miejsce, nie powinno mnie tam być. Owszem, zacząłem być outsiderem, lecz nie takim typowym. Miałem znajomych z nowej szkoły, co już zaprzecza byciu outsiderem. Natomiast, było mi bardzo źle w miejscu, w którym aktualnie się znajduję i starałem się to jak najbardziej pokazać światu. Zacząłem działać jako typ buntownika. W skrócie wyglądało to tak - szkoła, dom, komputer, szkoła, dom, komputer. Nie pomagałem w domu, jak wiadomo, dom to nie mieszkanie i trzeba włożyć w to trochę czasu i pracy, lecz ja się na to nigdy nie pisałem, więc nie czułem się jakoś zobowiązany do czegokolwiek. Bardzo odbiegałem od normy, jeśli porównać mnie do innych w tamtym czasie. Mimo wielu zaproszeń na jakieś spotkania znajomych ze szkoły, ciągle odmawiałem. Uważałem się za lepszego, a ich za innych. Uważałem, że wszystko jest bez sensu i chciałem się wyrwać jak najdalej, lecz nie mogłem. Ciągle słuchawki na uszach, "wojskowy" plecak z naszywkami z różnych rockowo-metalowych zespołów - no typowy buntownik jakby nie patrzeć (heh). To wszystko nie trwało tydzień, dwa... Może półtora roku? Mimo olewania wszystkiego wokół, w tym także nauki, odnosiłem naprawdę dobre wyniki. Śmiało mogę powiedzieć, że byłem tym jednym z lepszych uczniów, jeśli chodzi o oceny. Nie wiem czym było to spowodowane, może po prostu profil, na który uczęszczałem nie był na tyle wymagający, choć nie wiem, bo inni mieli problemy. Największym moim atutem był angielski. Sporo classmate'ów chciało obok mnie siedzieć, żebym im pomagał – dawał ściągać, lecz ja miałem to głęboko gdzieś. W pewnym momencie zacząłem zauważać pozytywy w tym wszystkim. O dziwo największym były wcześniej wspomniane szkolne wyniki. Wtedy z upływem czasu zmieniło się moje podejście. Stałem się bardziej otwarty, nie tylko na ludzi, ale też na resztę otoczenia. Zawierałem bardziej rozszerzone znajomości - chyba tak to mogę nazwać. Wychodziłem, spotykałem się, imprezowałem, alkohol a czasem coś więcej, lecz nie z taką intensywnością jak w mieście, było to bardziej stłumione. Rola outsidera poszła w kąt. Dobre wyniki w nauce przyniosły sporo korzyści czy to zagraniczne wyjazdy na praktyki, czy różnego rodzaju kursy, szkolenia. Zdałem też prawo jazdy. Czułem wtedy ogrom możliwości, ale też swobodę, nie taką jak w mieście, ale... chyba lepszą, tzn. lepszego rodzaju. Oczywiście przełożyło się to także na mój stosunek wobec innych dziedzin życia, nie tylko szkoły. Wszystko zaczęło mieć jakiś sens, zacząłem układać jakieś plany, cele. Musiałem przyznać, że zaczęło mi być dobrze. Nie najlepiej, ale dobrze, bo nie można rzec, że byłem szczęśliwy. Wszystko w końcu się układało, dom, szkoła, znajomi. Było ładnie, pięknie, aż do czasu... Tak. W końcu zostałem trafiony przez TĘ magiczną strzałę. Wcześniej nie przywiązywałem do tego wagi, nawet o tym nie myślałem, ale w końcu się stało. Swoją drogą, jestem ciekaw czy ktoś, kto to czyta zorientował się o co chodzi po tych paru zdaniach akapitu, ale przechodząc dalej... Nie mieszkaliśmy blisko siebie, ale też nie tak daleko, bo dzieliło nas 100 kilometrów. No, ale mając prawo jazdy i auto nie było to aż takim problemem. Ciągły kontakt, pisanie, rozmowy, nawet można powiedzieć, że opuściłem się w nauce, choć wyniki te i tak były dość wysokie. Moje życie nabrało większego sensu, jeśli ktoś to przeżył to wie o czym mówię. To życie "3 metry nad niebem", tego chyba nie da się opisać słowami. Zmieniły się moje priorytety. Starałem się jak najczęściej z nią spotykać, mogę śmiało powiedzieć, że dawałem z siebie 300%. Pierwszy raz w moim życiu miałem do czynienia z osobą, która tak bardzo mnie rozumie i przy której mogłem się w stu procentach otworzyć. Zero udawania, zero tajemnic z mojej strony. Podzielaliśmy swoje pasje, zainteresowania. Była to też pierwsza osoba, której powiedziałem "te dwa słówka", oczywiście ze wzajemnością. Myślałem, że to ta jedyna. Niestety pewnego dnia wszystko się zmieniło. Z dnia na dzień pękło niczym bańka mydlana. Wiele niedopowiedzianych słów z jej strony, skrywanych tajemnic. Mimo mojego wysiłku, oddania i prób naprawy... nic to nie dało. Do dziś nie rozumiem jak można tak nagle przestać czuć to wszystko do drugiej osoby, mimo wielu zapewnień, obietnic i wspólnych planów. Pierwszy raz w życiu czułem się tak okropnie. To naprawdę mnie złamało. Szukanie swoich błędów, winy i wad w tym wszystkim, choć niczemu nie byłem winien, wręcz odwrotnie. Nie tylko to zaprzątało mi głowę, miałem też wiele innych problemów - problemy zdrowotne moje, członków rodziny i inne. Wszystko to się skumulowało. Starałem się żyć dalej swoim życiem, co sprawiało mi naprawdę ogromne problemy. W tym celu stworzyłem chyba jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą to na pewno najważniejszą "maskę". Udawanie, że wszystko jest ok. Śmiało mogę stwierdzić, że w pełni pozbierałem się dopiero po pełnym roku. Żyłem dalej... Wzbogacony o nowe doświadczenia. Skończyłem szkołę i zdałem maturę, wszystko to z niezłymi wynikami. Znalazłem pracę. Zacząłem studiować. Można powiedzieć, że wyszedłem wtedy na prostą. Jakoś to leciało do przodu. Uczelnia, praca, dom. Czasem jakieś wypady, imprezki. Wiadomo, małe miasteczko to też nie ma za bardzo gdzie się ruszyć, nie to co w wielkim mieście. Miałem wielu znajomych, lecz nie przyjaciół. Nie byłem i nadal nie jestem typem człowieka, który lubi się otwierać przed kimś, tamten związek też mnie czegoś nauczył. Na uczelni szło mi przyzwoicie. Na pracę też nie narzekałem. Niestety odczuwałem niewyobrażalny brak gdzieś tam… w środku, otulony wszechobecnym bezsensem istnienia. Nie mogłem na to nic poradzić, bo nawet nie chciałem. Żyłem tak przez jakiś czas, z tym właśnie poczuciem. Gdzieś po drodze trafiłem tutaj, na sieć. Tak mijały dni, miesiące... Aż w końcu trafiłem na pewną urodzinową imprezkę... w wielkim mieście, bo takie też się zdarzały. Jako, że przeprowadzając się zostawiłem za sobą wiele znanych mi osób, znajomych, rodziny to miałem dokąd wpadać. Nigdy nie byłem typem osoby, która lubi większe zgromadzenia ludzi. Owszem, po paru kroplach alkoholu - w jakiejkolwiek postaci, gdyż wtedy nie miało to dla mnie kompletnie znaczenia – stawałem się duszą towarzystwa. Zawsze stawałem się takim „śmieszkiem”, szkoda tylko, że śmiech skrywał najgłębsze sekrety i hmmm swego rodzaju mrok. Mogłoby się wtedy wydawać, że to będzie kolejna impreza urodzinowa z dobrą zabawą i alkoholem, ale... Właśnie, tutaj pojawia się pewne "ale". Imprezka trwała w najlepsze, gości przybywało. Wtedy weszła ona. Tak. Zostałem trafiony magiczną strzałką po raz drugi. Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale czułem, że ta osoba odegra większą rolę w moim życiu. Nie wiem dlaczego tak pomyślałem. Nie wiedziałem co, ale wiedziałem, że coś się wydarzy. Takie przeczucie. No i się wydarzyło... wiele, bardzo wiele. Zaczęliśmy ze sobą pisać, spotykać się, staliśmy się dla siebie „przyjaciółmi”. Wtedy podjąłem chyba jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu - powrót do miasta. Tak. Dokładnie tak. Powrót do wielkiego miasta. Było mi to na rękę. Miałem znacznie bliżej na uczelnię, jedynym problemem było znalezienie pracy, ale i to w końcu się udało. Nie oszukując, głównym dla mnie powodem przeprowadzki była ona. Było parę przeszkód, przez które nie mogliśmy być razem, ale w końcu do tego doszło. Nie był to związek jak poprzedni. Ten był na wyższym levelu, zarówno ja jak i ona byliśmy doświadczeni. Była to druga osoba, która usłyszała ode mnie "te dwa słówka". Było jak w bajce. Mogliśmy być ze sobą co dzień. Planowaliśmy nawet razem zamieszkać. Niestety... Muszę przyznać, że związek ten był bardzo toksyczny. Wiele razy z jej winy się rozstawaliśmy po czym wracaliśmy do siebie. Szczerze powiedziawszy popełniłem dwa błędy - raz przeze mnie doszło do zerwania a drugi błąd to walka o nią mimo tak wielu dram. Powinienem wszystko zakończyć po pierwszym failu, ale nie potrafiłem zmusić samego siebie. Wszystko toczyło się bardzo niestabilnie. W pewnym momencie musiałem opuścić sieć, miałem wtedy już troszkę wyższe rangi (rezygnacja nadal znajduje się gdzieś w koszu). Chciałem w stu procentach poświęcić się swojemu życiu a nie graniu. Myślałem, że jak będę miał więcej czasu to jakoś to się ułoży, ale tak się nie stało. Nie było to z mojej winy. To jej decyzje i wybory były w tym wszystkim przeważające. Podchodziłem do tego bardziej emocjonalnie niż w pierwszym związku. Starałem się to jakoś naprawić, lecz bezskutecznie. W końcu doszło do definitywnego końca naszej znajomości. Nie bolało mnie to wszystko tak jak za pierwszym razem. Nie wiem czy było to spowodowane tym, że już to przerabiałem w poprzednim związku czy może tym, że wiele razy zrywaliśmy ze sobą i w pewien sposób się do tego przyzwyczaiłem. Wszystko różniło się od pierwszego związku - nie sprawiało mi to takiego bólu, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale był on na zupełnie innej płaszczyźnie. Oczywiście, bardzo to przeżyłem, kolejna maska, wmawianie innym, że wszystko jest ok. Znowu zostałem "sam". Wróciłem na sieć. Dałem się porwać pracy. Zacząłem eksperymentować więcej z alkoholem. Wszystko tylko po to, aby o niej nie myśleć, co tak naprawdę w niczym nie pomagało. Z tego wszystkiego wynikło wiele problemów jak np. uczelnia, którą w dużym stopniu olałem. Minął ponad rok od zerwania a ja nadal nie otrząsnąłem się z tego do końca. Często o niej myślę i o tym, jak mogłoby być, gdyby... Poczucie, że mieszka w tym samym mieście też nie pomaga. Czasem przechodząc przez miasto zauważam jakąś osobę i myślę, że to ona, po czym osoba ta się odwraca i okazuje się kimś dla mnie obcym. Często wszystkie te nagromadzone uczucia przytłaczają mnie i mam ochotę rzucić wszystko, lecz staram się to ogarnąć. Wiele razy myślałem o najgorszym zakończeniu scenariusza. Gdyby nie pewne osoby to możliwe, że wszystko to skończyłoby się inaczej, gorzej dla mnie. Nawet nie sama ich pomoc, bo jestem bardzo zamknięty w sobie, ale ich obecność, wiem, że są i mój brak mógłby ich zaboleć. Choć muszę przyznać zawiodłem się na wielu osobach, które miałem nadzieję, że pomogą mi o tym wszystkim zapomnieć, ale niestety ciągle mylę się, jeśli chodzi o ludzi i wiarę w nich. Nie wiem czego oczekuję po napisaniu tego tematu. Może wyrażenia waszego zdania odnośnie powyższych słów. Sam nie wiem. Na pewno nie chcę wzbudzić żalu lub współczucia i pocieszenia. Nie wiem, może chciałem dać się poznać bardziej i pozwolić niektórym na próbę zrozumienia mojej osoby. Nie uważam siebie za złego człowieka, wręcz przeciwnie, to inne osoby sprawiły kim się stałem i jaki jestem. Tak, mam na to wpływ, próbuję być lepszym, lecz nie jest to takie proste. Po tylu wydarzeniach ciężko jest komukolwiek zaufać i uwierzyć w jakieś słowa rzucane na wiatr. Choć nie wykluczam, że zostanę trafiony magiczną strzałką po raz kolejny w przyszłości. Ten temat miał dotyczyć bezsenności i dezolacji a wyszło zupełnie coś innego. Chociaż... trochę dezolacji w tym było. Myślę, że zawrę w zakończeniu to co chciałem przekazać na samym początku. W małym miasteczku czułem się swobodnie, na swój sposób wolny. Przeprowadzając się ponownie do wielkiego miasta czuję się strasznie malutki, niczym drobinka piasku na plaży. W pewien sposób zamknięty, odcięty, ograniczony. Nie biorę tutaj pod uwagę czasu, w którym byłem w związku, bo wtedy czułem, że jestem "3 metry nad niebem" i rzeczywistość była bardziej kolorowa niż teraz. Czy tylko ja tak mam? Czy tylko ja czuję się taki "mały" w tym wszystkim? Przechodząc ulicami wielkiej metropolii, mijając setki ludzi. Wiele kłębiących się myśli. Każda z tych osób ma życie, zapewne większość z nich ma o wiele poważniejsze problemy niż ja. Mijając ich wszystkich odczuwam wrażenie wszechobecnej znieczulicy. Czasem czuję, że jestem wyjątkiem, który ma tak wielkie nagromadzenie emocji w tak małym ciele. Często to właśnie te uczucia sprawiają mi najwięcej problemów. Aktualnie jestem w trakcie zabierania się za siebie. Szczerze powiedziawszy... już jakiś czas temu chciałem zrezygnować ze wszystkich funkcji tutaj, lecz doszło do tych ostatnich zmian. Odejście pewnych osób, stałem się potrzebny w pewnym stopniu. Postanowiłem zostać. Po krótkim czasie nachodziły mnie myśli, że jednak nie zasługuję na rangę, którą mam. Nie jestem na tyle wybitny w tym co robię, aby być niezastąpionym. Jedyne co potrafię to wyszukiwanie informacji. Wiem, że tą rezygnacją zawiodę parę istnień, ale nie widzę innego wyjścia. Nawet tak niewielka presja czasem mnie przytłacza. Nie czuję się na siłach, aby brać udział w tym wszystkim. Owszem, mam jakąś tam wiedzę i ogrom pomysłów, lecz to zły czas. Poza tym jednak to życie jest ważniejsze niż jakieś gierki. Naprawdę chciałbym się w końcu ogarnąć, swoje życie, bo nie jestem z niego aktualnie zadowolony. Dziś (22.07) przypada rocznica pewnego bardzo dla mnie ważnego wydarzenia. To idealny dzień, aby zakończyć pewien etap. A ostatnio też nie jestem tu chyba mile widziany. Wiem, że parę osób tutaj najchętniej obejrzałoby mój koniec, ale mam nadzieję, że choć w niewielkiej części po przeczytaniu tego będą w stanie zrozumieć moją osobę oraz to, że moja rezygnacja to nie ich zwycięstwo, tylko mój triumf. Spora część osób weźmie to też jako wymyślone, bo przecież "on ciągle się śmieje, to niemożliwe", ale wszystko zawarte wyżej napisałem szczerze. Bardzo możliwe, że ten temat też pomoże komuś choć w to wątpię, bo mój przypadek raczej nie jest dobrym przykładem na cokolwiek. Wiem jedynie, że nie życzę nikomu, aby spotkały go opisane wyżej wydarzenia oraz inne, o których tutaj nie wspomniałem, a które też miały na to mniejszy lub większy wpływ, ale których zdecydowałem się nie ujawniać. Co dalej? Hm, nie wiem... Postaram się wrócić na uczelnie i dokończyć studia. Może znajdę lepszą pracę, choć aktualna jest naprawdę fajna, ale może potrzebuję zmian. Jest jeszcze wiele innych większych i mniejszych celów, które mam nadzieję osiągnę już niebawem. Znalazło się tutaj parę nawiązań do masek, więc polecam przeczytać poniższy temat. Mimo, że był to raczej jeden z luźnych tematów do dyskusji to parę razy do niego wracałem, gdyż zostawiłem w nim też cząstkę siebie niczym jeden z horkruksów. Wszystko to napisałem już miesiąc temu, ale nie wiedziałem co z tym zrobić… Aż do teraz. Do zobaczenia. Może. Kiedyś. Gdzieś.
  2. No to cześć, powodzenia mikserro
  3. Wiadomość wygenerowana automatycznie: Powód: Sprawa została wyjaśniona Temat został zamknięty przez moderatora lub administratora, jeżeli się z tym nie zgadzasz raportuj post. Wszelkie uzasadnione reklamacje/pretensje/sugestie/rady przyjmuje ekipa forum. Z Pozdrowieniami, Ekipa CSKatowice.com
  4. Kurcze... Dobry cytat.
  5. A ok, to nie wiedziałem. @Sw33toLcIa i jak tam? Ja zaraz 7 lvl
  6. Tę nazwę można jaką się chce, ale ja dałem random. Już 5 lvl ^.^ Btw. @Sw33toLcIa nie zrobiłaś sobie różdżki + tytuł. Zapowiadają się fajne itemki... Jak ją znajdę to od razu avada kedavra jej na ryj. 2 km i 2 otwarcia, zobaczymy co będzie A z samej mapy podeślę jak będzie coś ciekawego...
  7. @Sw33toLcIa Jednak dom można zmieniać, więc wziąłem Slytherin Hmmm... ID: 8903 1588 4115 Na 6 lvl wybiera się profesję. Chyba wezmę Aurora
  8. @Sw33toLcIa Właśnie instaluję Awww, ta muzyczka Jutro będzie grane! Jak coś nick: mattylele P.s jaki dom wybieramy? Żebyśmy wszyscy należeli do jednego XD Gryffindor czy Slytherin?
  9. "Don't ever let them use you

    They will bring you to your knees

    I'll try to lead you for a while

    But every time I talk to you

    You're too afraid to see"

     

    ❤️ In Flames hype so much

  10. Ta nuta chodzi za mną już od jakiegoś czasu. To chyba przez gitarkę i ten efekt, który pierwszy raz jest w 1:42. No po prostu

O Nas

CSKatowice.com powstało dnia 28 lipca 2012 roku. Jesteśmy prężnie rozwijającą się siecią serwerów Counter-Strike. Nasza młoda i uzdolniona kadra Administratorów pozwala nam się szybko rozwijać!

Społeczność

Reklama

cskatowice
×
×
  • Create New...